W minionym tygodniu pobiegałam jeszcze dwa razy i zamykam go ze skromnym bilansem 31 km. Dzisiaj dociągnęłam jeszcze 10 i jest już znośnie. Niechodzenie do pracy ma mnóswto zalet, między innymi tę, że wstaję rano i zamiast do biura wyruszam na poranną przebieżkę. Kiedy nie trzeba tego elementu dnia wciskać do z góry narzuconego grafiku tylko spontanicznie zadecydować o wyjściu tu i teraz trening zyskuje nową jakość. Wyruszam z domu z pozytywnym nastawieniem i naprawdę z chęcią. Parki o poranku są puste i ciche jakby czekały aż przybędę i swoim tupaniem trochę je rozbudzę a chuchaniem rozpuszczę coraz częściej widoczny juz na drzewach szron.. Bieg jest jak zastrzyk witamin, jak poranna kawa, medytacja i spanie do 12 jednocześnie. To czas kiedy faktycznie niczym nie rozproszona jestem tylko jak z moimi myślami. A mam o czym mysleć. Idą zmiany....
Plan na grudzień min. 200 km.