Biegamy i biegamy... nawet aura nam sprzyja. Cały dzień padało ale kiedy przyszło nam wyjść na bieganie niebo się rozjaśniło i pojawiło się słońce. Jedyne co mnie dręczy to, że ciągle nie jestem zadowolona z osiągów. Obserwuję progres u wszystkich zaprzyjaźnionych "fanatyków" biegania i wydaje mi się, że tylko ja wciąż truchtam w miejsu i nie mogę przyspieszyć. Dopada mnie frustracja. Zupełnie nie rozumiem o co chodzi. Endorfiny na mnie nie działają? Mąż :) za to twierdzi, że treningi przynoszą efekt i biega mu się lżej. Dobrze, że chociaż jemu. Ostatnio zawierzył mojej chęci ćwiczenia z Ewą Chodakowską i nie zwlekając ani dnia zakupił mi matę do ćwiczeń. Wypróbowałam. Mięśnie mnie bolą, mata niestety bez zarzutów ;) Cóż, nie wykręcę się już...