Zdawało się, że po wczorajszej nocy nie będziemy dziś w stanie normalnie funkcjonować a jednak... biegło się lepiej niż wczoraj. Na wszelki wypadek wzięłam pas z bidonem, dodatkowo żelik - jabłuszko (Aptonia, Dectahlon) i okrążyliśmy park w te i spowrotem - z planowego 12 km zrobiło się 13 i wcale z tym nie walczyliśmy. Po porannej ulewie i syndromie dnia wczorajszego popołudniu wróciło słońce a razem z nim siły i forma :) Jestem z nas dumna :)