Nic dodać, nic ująć. Coś jednak jest z tymi endorfinami bo w biegu najbardziej myślę sobie jak bardzo kocham tego człowieka co biegnie obok, nie odczuwam rany na palcu (dopóki nie zdejmę buta), a po powrocie do domu (choć coraz częściej jest to bardzo późny wieczór) mam jeszcze jakieś nagle odkryte pokłady energii żeby coś zrobić...