Dziś w Parku Śląskim odbył się nocny Bieg dla Słonia, czyli tragicznie zmarłego Artura Hajzera - alpinisty i twórcy programu Polski Himalaizm Zimowy. Przed biegiem gromkie oklaski dla Słonia, tradycyjne odliczanie i w drogę. Mimo nocnej pory było wciąż jeszcze bardzo gorąco ale jednocześnie wspaniale. Czołówki były wspaniałym pomysłem - nie tylko ze względu na ułatwienie dla biegaczy ale przede wszystkim ze względu na niesamowity efekt wizualny. Akcja promocyjna na facebooku odniosła pełen sukces - udział w biegu wzięło prawie 1 000 osób choć tak naprawdę trudno o dokładne szacunki, gdyż nie był to bieg zorganizowany w sposób bardzo formalny. Ale pomyślcie tylko - park, noc i tysiąc świateł poruszających się zwartym strumieniem w jednym kierunku. Naprawdę to było coś.
Trasa biegu wyglądała następująco - trzeba wierzyć na słowo bo było dość ciemno ;)
Stefan, współbiegacz 16:07, 13 sierpnia 2013
Piękna Aniu, Mądry Mirku, jak to miło móc Was znowu czytać !
Niestety, okres wakacyjno-urlopowy sprzyja treningowemu zamieszaniu, stąd w Jaworznie (ku szczeremu memu żalowi) nie wystartowałem. Żałuję naturalnie nie owego morderczego żaru, jeno utraty możności spotkania z mymi biegowymi guru.
Oczywiście Jaworzna nic nie przebije, niemniej pochwalę się moim ostatnim dokonaniem. Oto w minioną sobotę przetuptałem sobie połówkę w Henrykowie na Dolnym Śląsku (meta opodal Opactwa, w którym trzymają Księgę Henrykowską ze sławetnym "Day ut ja pobruszę, a ty pocziwaj"). Bardzo pięknie widokowo, tyle tylko, że to już Przedgórze Sudeckie (Wzgórza Strzelińskie) i o tzw. płaskich fragmentach trasy w ogóle nigdy tam nie słyszeli. No i tymi swoimi parukilometrowymi podbiegami wzięli mnie po prostu z zaskoczenia. Wszelako i tak było cudnie.
Do miłego spotkania zatem - już nie w Jaworznie, już nie w Henrykowie, ale w .... kto wie?
Jak mawiają Francuzi : Kto dożyje, zobaczy !
KARMA 9:52, 14 sierpnia 2013
No jesteś w końcu! Czekamy i czekamy a Ciebie ani widu ani słychu, urlop udany? Dobrze widzieć, że jesteś już tu i w formie i OGROMNIE gratulujemy i podziwiamy półmaratonu w takich pogodowo - wysokościowych okolicznościach ;) Henryków z Opactwem, meta w przyklasztornym parku... Hmmm... na pewno było przepięknie - zazdrościmy widoków choć wzniesień nie zazdrościmy. Moja forma stracona - mam wrażenie, że nieodwracalnie :( Mirek w najbliższy weekend walczy o przetrwanie w Biegu Katorżnika.
Odpowiedz
Stefan, współbiegacz 14:44, 15 sierpnia 2013
Mirek - katorżnikiem ?! Mój Ty Boże !
Podziwiam i zazdroszczę.
Ale Tobie też, Aniu: przebiec takie makabryczne Jaworzno to nie byle co. Ergo jesteś w formie, a jeśli nawet obniżyła się ona odrobinkę, to uwierz doświadczonemu kontuzjo-łapaczowi i kolekcjonerowi-nagłych-przerw-w treningach: pełnia formy wróci szybciej niż podejrzewasz.
Mnie jakoś udaje się przez ostatnie półtora miesiąca pauzować co najwyżej jeden dzień pomiędzy kolejnymi wybieganiami, pomimo wszelkich wakacyjnych wyjazdów. I dumny jestem z tej autodyscypliny jak nie wiem co.
Co zaś urlopu tyczy, spędziłem go jak zwykle w najpiękniejszym (IMHO) miejscu Europy. A spacerując po Circus Maximus i zstępując po Hiszpańskich Schodach, mówiłem sobie : No proszę, to tędy przebiegała Ania z Mirkiem... I mimo ciepłej aury, robiło mi się jeszcze cieplej na sercu ;)
KARMA 8:48, 26 sierpnia 2013
O tak! Uwielbiam Rzym :) A dyscyplinę podziwiam OGROMNIE! W trybie natychmiastowym i my postanowiliśmy zakasać rękawy i wziąć się za siebie. Do zobaczenia na trasie!
Odpowiedz